Menu serwisu
Start
Artykuły
Polecamy
HAARP Cam
Don't Call Me
Linki
Logowanie
Login

Hasło

Zapamiętaj mnie
Nie pamiętasz hasła?
Nie masz konta? Załóż je sobie
Gościmy
    Aktualnie jest 1 gość online
Statystyka
    Użytkownicy: 216
    Newsy: 15
    Odnośniki: 4
    Odwiedzających: 57551
Archiwum
Start arrow Artykuły arrow Pogoda dla wojskowych
Pogoda dla wojskowych PDF Drukuj E-mail
Ludzie od wieków pragnęli sterować pogodą. Nasi przodkowie, licząc na lepsze zbiory, wygrażali niebu pięściami, błagali bogów o słońce i tańczyli, by wywołać deszcz. By w czasie suszy sprowadzić opady, Majowie wrzucali kobiety do studni, a w XVIII wieku angielskim dzwonnikom płacono za głośne bicie w kościelne dzwony, co także miało "wytrząsnąć" deszcz z chmur. Nawet dziś, na początku XXI wieku, gdy anomalie pogodowe - upały w maju, niespodziewane powodzie lub długotrwałe susze w lipcu - dają się nam we znaki, wielu zadaje pytanie: czy człowiek jest w stanie im zapobiegać, czy potrafi sterować pogodą? Co więcej - czy może użyć jej militarnie? Po dziesięcioleciach eksperymentów wiedza na temat kształtowania pogody zaczyna być traktowana poważnie. Wiele krajów, takich jak USA, Chiny, Rosja, RPA, Malezja, a nawet Irak, wydaje duże pieniądze np. na programy sztucznego wywoływania deszczu w celu zwiększenia plonów. W rzeczywistości współczesne profesjonalne manipulowanie pogodą zaczęło się w 1946 r., gdy amerykański naukowiec, Vincent Schaefer, zauważył, iż po wrzuceniu do zimnej komory powietrznej zamrożonych cząsteczek dwutlenku węgla (suchy lód) powstają w niej kryształki lodu takie same jak w chmurach. Schaefer znał się nieco na meteorologii i wiedział, że gdy ciepłe powietrze wznosi się nad powierzchnią Ziemi, wraz z wysokością ochładza się, wówczas para wodna ulega kondensacji, tworząc maleńkie kropelki wody, z których powstają chmury. Krople powstają wokół mikroskopijnych cząsteczek, np. kurzu, a gdy są już wystarczająco ciężkie, tak iż nie mogą ich udźwignąć istniejące w chmurach prądy termiczne, opadają w postaci deszczu. Schaefer zaproponował więc umieszczanie w chmurach środków, które pomogą w tworzeniu większych kropli wody. Choć badania nad możliwościami kształtowania pogody kontynuowano, metoda Schaefera nie zyskała wielu zwolenników. A entuzjazm tych, którym przypadła do gustu, też w końcu osłabł. Nie sprawdziła się technologia "produkcji" deszczu w wydaniu hurtowym... Flara do wyciskania Ostatnio manipulacja klimatem stała się popularna dzięki odkryciu dokonanemu w 1988 r. w RPA przez G. Mathersa, który zauważył, że emisja dymów z fabryki papieru wywołuje opady deszczu. Gdy zbadał ich skład, odkrył obecność cząsteczek higroskopijnych soli, które "przyciągały" parę wodną i były zarodkami kropli deszczu. Technologię udoskonalono i obecnie, dzięki użyciu radarów i czujników wykrywających zmiany atmosferyczne, możliwe jest wysyłanie we właściwe miejsce o właściwym czasie samolotów do rozpylania bilionów maleńkich cząsteczek, np. soli. Opadają one na chmury lub są do nich wsysane od dołu przez ciepłe prądy wznoszące. Podróżując w dół i w górę, "przyciągają" maleńkie kropelki wody, tworząc wokół siebie większe krople deszczu. W zimie, jeżeli chmury zawierają kryształki lodu, zamiast deszczu pada śnieg. Opierając się na badaniach Mathersa, amerykańskie Narodowe Centrum Badań Atmosferycznych eksperymentowało z flarami zawierającymi cząsteczki higroskopijnej substancji, które przyciągają parę wodną z chmur. Pierwsze wyniki potwierdziły skuteczność tej metody. Z kolei w Malezji, po największej od 15 lat suszy w 1998 r., zaczęto stosować tę technikę, rozpylając higroskopijne substancje ze śmigłowca Mi-17. Do podobnych działań uciekli się Chińczycy, gdy doszli do wniosku, że jedna z ostatnich zim była zbyt sucha. Chcąc zaradzić jej skutkom, kierownictwo Pekińskiego Meteorologicznego Biura poleciło wysłać nad miasto balony, każdy z 5 g jodku srebra. Na wysokości 2000 m czasowy zapalnik inicjował flarę, która wyrzucała nad chmurami 500 milionów mikroskopijnych sztucznych kryształków jodku srebra. Eksperyment tak się powiódł, że na Pekin spadło natychmiast 10 cm śniegu. Wtedy zamknięto lotnisko i prawie wszystkie, oprócz dwóch, główne drogi. Także i sowieccy naukowcy potrafili sztucznie wywoływać opady atmosferyczne. Ich początkowe eksperymenty polegały m.in. na rozpylaniu nad chmurami, jednak w celu ich rozpraszania, a nie "wyciskania", pyłu cementowego. Wraz z postępem nauki zwiększała się skuteczność metod modyfikacji pogody. Jeszcze w latach 90. rosyjscy naukowcy do rozganiania chmur nad Moskwą, w celu zapewnienia dobrej pogody w czasie parad, defilad i dużych publicznych imprez, używali skomplikowanych środków chemicznych. Ale w końcu sztuczne techniki manipulacji aurą zaczęły wzbudzać kontrowersje, nie tylko na Zachodzie. Przeciwko działaniom marokańskiego lotnictwa wojskowego, rozpylającego chemikalia nad chmurami dla wywołania deszczu w Burkina Faso w 1998 r. zaprotestowali... miejscowi szamani. Chodziło im jednak o rywalizację o rząd dusz, a nie ekologię. Protestowali także amerykańscy farmerzy, twierdzący, że zabrano im "ich" naturalny deszcz, a sztuczny jest gorszy. Jednak projekty pogodowe były kontynuowane i obecnie co najmniej 29 amerykańskich stanów ma własne takie programy udoskonalania aury. Sejsmiczne wstrząsy bojowe Również wojsko było i jest zainteresowane możliwościami kształtowania pogody. Podczas obu wojen światowych warunki pogodowe odgrywały kluczową rolę (np. Front Wschodni), a w kilku przypadkach dowódcy użyli ich dla uzyskania zwycięstwa: armatnimi salwami wywoływano lawiny w górach, zasypując wroga. Jednak pierwsza praktyczna próba zmiany pogody przez wojskowych miała miejsce w Wietnamie. W tajnej operacji o kryptonimie "Popeye" samoloty rozpylały jodek srebra nad szlakiem Ho Chi Minha, główną drogą zaopatrzenia Vietcongu, by wywołać ulewne deszcze i uczynić ją nieprzejezdną. Choć maszyny US Air Force zrzuciły tam także setki tysięcy bomb, działania te nie przyniosły spodziewanego efektu. Vietcong wykonał irygację drogi. W późniejszych latach amerykańskie siły zbrojne finansowały wiele tajnych programów zmieniania pogody. Był wśród nich Project Prime Argus, w którym testowano metody wywoływania trzęsień ziemi. Z kolei w programie "Skyfire" badano możliwość wytwarzania piorunów, które mogłyby trafiać we wskazane obiekty. Z kolei Project Stormfury był studium sposobów kontrolowania kierunków przesuwania się dużych burz. Rezultaty tych badań, jak twierdzą eksperci, były obiecujące. Na tyle, że je utajniono, bo gdyby wpadły w ręce przeciwnika, trudno byłoby wymyślić antyoręż. Sił pogody nie można lekceważyć. W każdej minucie ma miejsce około 2000 różnych burz na świecie, a typowa burza tropikalna ma energię odpowiadającą sile 10 tysięcy 1-megatonowych bomb wodorowych. Ostatnimi laty również w US Army zaczęto uważać kierowanie pogodą za potencjalną groźną broń. W naukowym opracowaniu pt. "Pogoda jako czynnik zwielokrotniania potencjału sił zbrojnych. Ujarzmianie pogody w 2025 r." kilku starszych oficerów stwierdziło, że manipulacja siłami natury oferuje dowódcom narzędzia do kształtowania pola walki w sposób, jaki nigdy dotąd nie był możliwy. Chociaż wojskowi ci przyznali, że sterowanie pogodą "nie jest takim dylematem jak rozszczepienie atomu", to zauważyli, że olbrzymie wojskowe możliwości np. zjawisk atmosferycznych są niedoceniane. Doszli do wniosku, że tak jak noktowizor pozwolił żołnierzom "zapanować" nad nocą, tak obecnie amerykańska armia powinna opracować nowe technologie, które pozwolą jej "zapanować" nad pogodą. Według wspominanego raportu, amerykańskie siły zbrojne powinny być w stanie zatopić wroga, pozbawić go wody pitnej, spowodować suszę, przerwać łączność i unieszkodliwić radary. "Za 30 lat - jeśli zostaną udoskonalone - dzisiejsze technologie pozwolą każdemu, kto dysponuje stosownym kapitałem finansowym, zmieniać pogodę"- stwierdzono wprost w dokumencie. Nadzieja w konwencji Wojskowi planiści oczyma wyobraźni oglądają już przyszłe działania bojowe. Przykładowo "niewidzialne" samoloty rozsiewają zarodki kropel deszczu w chmurach nad nieprzyjacielskimi wojskami, inicjując gwałtowne opady, zamieniające twardy grunt w grzęzawisko, w którym nie mogą poruszać się czołgi i wozy bojowe. Za pomocą pól magnetycznych będzie się wywoływać huragany, które zablokują komunikację w całym państwie przeciwnika. Będzie się stosować lasery ściągające pioruny (nie pozwalające działać lotnictwu) lub nadajniki mikrofal, ogrzewające atmosferę i przerywające łączność. By zapobiec katastroficznemu rozwojowi wypadków, do którego mógłby doprowadzić wyścig pogodowych zbrojeń, już w grudniu 1976 r. na forum ONZ przedstawiono projekt "Konwencji zakazującej stosowania technik modyfikacji środowiska w militarnych lub innych wrogich celach". Za jego przyjęciem głosowało wówczas 96 państw, przeciw 8, wstrzymało się od głosu 30. Konwencja weszła w życie w 1978 r. Jej sygnatariusze zobowiązali się nie stosować wojskowo takich technik, które mogłyby mieć szerokie, długotrwałe lub poważne następstwa. Ustalili, że "modyfikacja środowiska" oznacza wszelkie techniki mające na celu dokonywanie zmian w dynamice, składzie i strukturze Ziemi, łącznie z żywą przyrodą, litosferą, hydrosferą, atmosferą i przestrzenią kosmiczną. Zabronili więc np. oddziaływania na powierzchnię lądów, dna mórz i oceanów, wnętrze Ziemi. Zakazali zmieniania procesów energetycznych w atmosferze; zakłócania równowagi systemu frontów chmurowych; zmiany fizycznych i chemicznych parametrów mórz, zmian położenia rzek i jezior, stymulowania trzęsień ziemi; tworzenia trwałych pól elektromagnetycznych i akustycznych w oceanach i morzach, zakłócania wymiany energii w układzie Słońce-atmosfera-Ziemia. Przewidzieli ponadto, że lista działań szkodliwych dla środowiska może być uzupełniana o nowe możliwości w tym zakresie, będące efektem rozwoju nauki i techniki. Tymczasem amerykańscy wojskowi twierdzą, że nie naruszą zapisów prawa międzynarodowego. - Chcemy przewidywać i wykorzystywać pogodę, a nie zmieniać ją - powiedział generał Fred Lewis, główny meteorolog US Air Force. Jednak krytycy ostrzegają, że chociaż większość programów zmiany pogody jest realizowana przez cywili, to Pentagon ma na nie duży wpływ i pod płaszczykiem eksperymentów pokojowych może przygotować nowy rodzaj broni. Anteny na Alasce Jednym z bardziej kontrowersyjnych programów badania metod zmiany pogody jest finansowany przez USAF i US Navy projekt HAARP (skrót od angielskiego High Frequency Active Auroral Research Program). 180 anten nadajników wysokich częstotliwości radiowych zajmuje 15 hektarów dzikiego regionu Alaski. Ich potencjalna moc nadawcza jest olbrzymia. Rząd USA twierdzi, że nadajnik HAARP ma moc 3,6 mln watów (komercyjne stacje radiowe zwykle mają góra 20 000 watów). Jednak specjaliści z US Air Force chcą zwiększyć jego moc do 100 milionów watów. W ostatnich kilku latach podawano różne oficjalne wyjaśnienia dotyczące programu HAARP. Przedstawiciele administracji federalnej twierdzili, że służy on badaniu sposobów odbudowy warstwy ozonowej, a później, iż jest to program testowania nowych środków łączności z atomowymi okrętami podwodnymi. Jednak ekolodzy uważają, że celem HAARP jest sterowanie pogodą przez podgrzewanie ziemskiej jonosfery. Pojawiły się nawet plotki, że pierwsze eksperymenty w programie HAARP mogą być odpowiedzialne za wzrost niestabilności pogody na całym globie w ostatnich latach. Jak ta diabelska machina mogłaby działać? Otóż wystarczyłoby, aby lecący na dużej wysokości samolot rozpyla np. cząsteczki polimerów. Z nadajnika HAARP wypromieniowano by odpowiednio dużej mocy mikrofale, ogrzewając rozsiane polimery, a co za tym idzie - wyższą warstwę atmosfery. W ten sposób zmieniłaby się jej temperatura i gęstość, a więc i kierunek oraz rodzaj prądów powietrznych. To już znacząco wpłynęłoby na pogodę. Inne techniki zmiany pogody zawierają plany "Thunderstorm Solar Power Satelite" - systemu, który ma m.in. zapobiegać tworzeniu się tornad. Wiele osób uważa modyfikowanie pogody za niebezpieczne. Biologiczne następstwa takich działań mogą destabilizować ziemski ekosystem. Jednak być może najbardziej dramatyczna i niebezpieczna zmiana pogody nie jest rezultatem tajnych wojskowych programów, lecz spalania paliw kopalnych i używania niebezpiecznych chemikaliów. Całkiem spora rzesza naukowców zgodzi się na pewno ze mną, że to cywile powodują największe szkody w ziemskim klimacie. Maciej Kamyk
Losowy obraz
imgRio.jpg
W skrócie
Witamy ! Właśnie odwiedziłeś nowopowstały, pierwszy w kraju serwis poświęcony projektowi HAARP oraz materiałom podobnym tematycznie. Nasza witryna jest w czasie wczesnego rozwoju. Chcesz się przyłączyć do współtworzenia witryny ? Zarejestruj sie i napisz wiadomość do administratora.
Sonda
Skad dowiedziałeś się o projekcie HAARP ?